Wczoraj uzyskaliśmy informację od prezesa London Europe Group LTD, właściciela marki "Virolizer", iż według projekcji brytyjskiej firmy wynika, że zapotrzebowanie na nasze testy w najbliższym czasie może wynieść nawet 10 milionów sztuk. Liczba ta wynika z ilości pasażerów, którzy korzystają z lotnisk w Wielkiej Brytanii. Tylko londyńskie „Heatrow” to ok. 5-6 milionów pasażerów miesięcznie, a przecież na Wyspach Brytyjskich tych lotnisk jest o wiele więcej – powiedział dyrektor Centrum Badań DNA Mariusz Herman. Według zapowiedzi m.in. brytyjskich władz oraz oczekiwań większości linii lotniczych na świecie, podstawą skorzystania z transportu lotniczego będą szybkie testy genetyczne wykonywane przed wejściem do samolotu.

Czy informacja prezesa London Europe Group LTD. o ilości testów, które mogą zostać zakupione i wykorzystane na lotniskach w Wielkiej Brytanii to dla Was zaskoczenie?

- Oczywiście bardzo się cieszymy, ale jeśli sie to potwierdzi, będzie to dla nas ogromne wyzwanie i stawia nas w zupełnie innej sytuacji organizacyjnej i biznesowej. Ilości prognozowane przez „Virolizera” oraz firmy „LeanTrix”, która planuje już w najbliższych dniach rozpoczęcie testowanie pracowników w dużych firmach produkcyjnych, to praktycznie 100% naszych możliwości produkcyjnych do końca roku. Należy też pamiętać, że na nasze testy czeka już nasza służba zdrowia, kluby sportowe, polskie lotniska itd. Powiem szczerze, że nie przypuszczaliśmy, że tak szybko będziemy musieli zmierzyć się z tak wielkim zapotrzebowaniem.

Czy mógłby Pan poinformować o innych umowach dotyczących sprzedaży testów?

- Tak, dokumenty są już gotowe. Wynegocjowaliśmy umowy z partnerami, którzy będą dystrybutorami naszych produktów w Rosji, Białorusi, na Ukrainie, Kazachstanie oraz Francji i Brazylii. Ale żeby zaspokoić potrzeby tamtych rynków, wynikających z deklaracji ilościowej naszych partnerów, będziemy musieli znacznie zwiększyć ilość produkowanych testów. Dlatego umowy, w których zawarte są ilości, ceny i terminy dostaw zostaną podpisane natychmiast po ustaleniu szczegółowego planu dostaw od naszego producenta. Taki harmonogram to część każdej nowej umowy. Czekamy też na certyfikat, który jest załącznikiem do większości umów. Według zapewnień prezesa "Medicofarmy", która w naszym imieniu prowadzi proces uzyskania certyfikatu, odpowiedni dokument potwierdzający certyfikację naszego testu otrzymamy już wkrótce. Decyzja rządu, która nakazuje urzędom pracę zdalną, niestety spowodowała znaczne spowolnienie wszystkich procedur związanych z tego typu dokumentami.

Informowaliście Panowie, że będzie możliwa produkcja nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu milionów sztuk testów miesięcznie. Czy to ilość realna?

- Oczywiście, że jest realna, ale na to składa się kilka składników w tym kluczowy - zapewnienie dostaw odpowiedniej ilości odczynników do naszych testów. Jeśli dostawy będą realizowane na bieżąco, to deklarowane ilości będą jak najbardziej możliwe.

Rozmawiał Marcin Koszełowicz, Grupa Intermedia